Czy można inwestować i jednocześnie cieszyć się swoją inwestycją? Jeżeli mowa o Lexusie LFA zdecydowanie tak.
W 2009 roku, podczas Tokyo Motor Show, świat zobaczył auto, które na zawsze odmieniło rynek super-samochodów. Początki jednak nie powalały. Cena katalogowa wynosiła 375 000 dolarów, a za takie pieniądze w latach 2011–2012 można było kupić Ferrari albo Lamborghini z prawdziwą, ugruntowaną legendą za sobą. Co więcej, w USA Lexus wprowadził nietypowy program auto brało się w dwuletni leasing, a przy próbie odsprzedaży w tym czasie wracało do dealera. Chodziło o to, by zablokować handlarzy, którzy chcieliby od razu zarobić na odsprzedaży.
Efekt był odwrotny od legendy, którą znamy dziś: sprzedaż się wlokła. Co bardziej zaskakujące, jeszcze w 2017 roku zdarzały się transakcje w okolicach ceny katalogowej widać to wyraźnie na wykresie poniżej.

A potem zaczęło się szaleństwo, które trwa do dziś. Dlaczego akurat ten model? Odpowiedź mieści się w kilku słowach: silnik, dźwięk, niezawodność, rzadkość i wyraźny zwrot całej branży w stronę turbodoładowania.
Sercem LFA jest wolnossący silnik V10 o pojemności 4,8 litra, współtworzony z Yamahą tą samą, która zajmuje się produkcją instrumentów muzycznych, co nie jest przypadkiem. Jednostka kręci się do ponad 9000 obrotów na minutę tak szybko, że klasyczny analogowy obrotomierz nie nadążał za wskazaniami, więc Lexus musiał zastosować ekran cyfrowy. Całość osadzono na nadwoziu z włókna węglowego, produkowanym w dużej części ręcznie. Powstało zaledwie 500 egzemplarzy: 436 w wersji standardowej i 64 w mocniejszej odmianie Nürburgring.
Dziś, gdy otaczają nas turbodoładowania i elektryfikacja, wolnossący V10 stał się reliktem minionej epoki, a LFA jednym z jego ostatnich wielkich przedstawicieli. Przez te właśnie powody cena wystrzeliła w „kosmos”. Obecnie egzemplarze standardowe sprzedają się w okolicach 800 000–900 000 dolarów, czyli ponad dwukrotności ceny nowej.
Ile naprawdę zarobił właściciel?
Tu robi się ciekawie. Poniżej zestawienie średniej rocznej stopy zwrotu dla kogoś, kto kupił LFA w 2017 roku i sprzedał go dziś.

Wynik ponad dwukrotnie bije lokatę bankową, ale przegrywa ze złotem i indeksem S&P 500. Warto jednak dodać dwie rzeczy. Po pierwsze, giełda i złoto przeżywały w tym czasie jedną z najsilniejszych fal wzrostów w historii. Po drugie, podana cena sprzedaży na rok 2026 jest projekcją opartą na cenach z lat 2024–2025, nie zrealizowaną transakcją.
Wniosek? Zakup auta nie zawsze musi oznaczać stratę. Przy dobrze dobranym egzemplarzu z tej półki przyjemność z jazdy potrafi iść w parze z zyskiem a tego żaden indeks giełdowy nie da. Trzeba jednak pamiętać, że im intensywniej takie auto jest używane i im więcej kilometrów przybywa na liczniku, tym wyższe stają się koszty utrzymania serwis V10 do tanich nie należy, a przebieg realnie wpływa na późniejszą cenę odsprzedaży.
Dane cenowe: Classic.com, RM Sotheby’s, Broad Arrow, Glenmarch. Stopy zwrotu obliczone metodą CAGR. Benchmarki rynkowe (S&P 500, złoto) za okres 2017–2026 mają charakter orientacyjny.